Pierwsze spotkanie było jak powiew wiosny w środku zimy.
Skute lodem było chyba wszystko. Włącznie z tą grudą ziemi, która subtelnie i podobno z sympatią poszybowała w stronę mojej głowy.
Tak, pamiętam to jak dziś. Mogłam była wtedy zginać, nie mając świadomości, że ginę z ręki człowieka tak dla mnie ważnego.
To był pierwszy raz; to wtedy jeszcze nie było nic takiego. Ale później...
Później to tak jak gdyby ktoś uderzył mnie czymś mocno w głowę.
A może jednak wtedy ta gruda dosięgnęła mojej czaszki?
Może umarłam albo leżę na OIOMIE w śpiączce, nie zdając sobie sprawy z tego, że wszystko mi się śni.